Fenomen Kobiecości – Kobieta bez winy i wstydu.

Fenomen Kobiecości

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam cienką książeczkę Wojciecha Eichelbergera „Kobieta bez winy i wstydu”. Interesujący jest już sam tytuł…

Kobieta bez winy i wstydu – to znaczy jaka?

Czyżby kobieta wyzywająca, wamp, bezwzględna w osiąganiu swoich celów, ladacznica?No właśnie nie!
Kobieta bez winy i wstydu to kobieta w całej krasie swojej kobiecości, dumna ze swojej płci, doceniająca profity związane z… bycia kobietą! To kobieta, która nie wstydzi się swojego ciała, płciowości, swoich dążeń, marzeń, celów. To kobieta, która poczucie własnej wartości czerpie z siebie samej. Nie wstydzi się samodzielności w myśleniu, nie czuje się winna temu, że urodziła się kobietą.

Proste, ale jak skomplikowane jednocześnie!
Bo jak w dzisiejszych czasach, obciążeni latami patriarchatu, przekonaniami dotyczącymi społecznych ról kobiet i mężczyzn, walką feministek o zrównanie płci, kobiety mają nie czuć się winne bycia kobietami…
Stereotypy są niemalże wyssane z mlekiem matki, czującej się winną losów świata, niepowodzeń życiowych swoich partnerów, myślących z rezygnacją po urodzeniu córek, że czeka je taki sam los… I rodząc synów mających nadzieję, na przekupienie losu, na lepszą pozycję w sercach swoich mężczyzn, społeczeństwa…
Wdrukowane jest w myślenie poczucie wstydu za sam fakt bycia kobietą. Za to, jakie uczucia i popędy rozpala się w mężczyznach, za niepowodzenia rodzinne, domowe niesnaski, nieuprasowaną mężowską koszulę.
Współczesne kobiety, tak jak ich prababcie, cierpią, nie przeżywają życia szczęśliwie a bierze to swój początek z bezkrytycznego (bezmyślnego?) przyjmowania stereotypów, mitów i przekonań za prawdę, za przymus, za wzór życia kobiety.

A skąd się wzięły te przekonania i stereotypy? Czyżby z Raju?
Autor pisze o pierwszym błędzie ludzkości, uznaniu, że Bóg był mężczyzną i na swoje podobieństwo stworzył mężczyznę – Adama, dodając mu Ewę niejako dla rozrywki…
Ale gdyby nie kobieta, nie byłoby ciągłości życia, rozmnażania… I przecież gdyby nie mężczyzna, nie byłoby ciągłości życia, rozmnażania…
Obie płcie nie mogą istnieć niezależnie, one są na siebie „skazane”, dopełniają się wzajemnie, tylko dzięki temu może istnieć życie!
Ale pyszni mężczyźni jedynie siebie uważają, za dzieci Stwórcy.
Czyż nie są wielcy i wspaniali, skoro to oni pierwsi pojawili się na Ziemi? I w dodatku to Ewa zerwała zakazany owoc, a Adam musi ponosić teraz tego konsekwencje! To kobieta sprowadziła mężczyznę na złą drogę – jest winna i niech się wstydzi!
Teraz musi zadośćuczynić biednemu Adamowi wplątania w tą przykrą sprawę, musi ponieść konsekwencje jego słusznych pretensji, on ma powody do tego, żeby to Ewa cierpiała w życiu, wstydziła się siebie i swoich decyzji, tego, że jest kobietą, bo to jej wina!

No tak, a Ewa w to uwierzyła… i przez wieki patriarchatu nosi w sobie poczucie winy i wstydu.
Kobieto! Ewo! Zrzuć wreszcie z siebie to jarzmo wstydu, poniżenia, winy. Bo po pierwsze kobieta i mężczyzna są dziećmi Stwórcy, a po drugie…

…gdzie był Adam i co robił pod drzewem w rajskim ogrodzie?

Jaki był jego udział w grzechu? Czyżby wtedy zapomniał, że ma własne zdanie, że nie musi kosztować owocu, skoro nie chce? Nie pomyślał, że sam jest odpowiedzialny za swoje życie i za swoje decyzje?
Ewa szukała zmian, podjęła ryzyko, on tylko poszedł za nią. I idzie tak przez życie zrzucając na kobiety odpowiedzialność za skutki własnych decyzji.
Często jest tak, że kobieta szuka zmian, rozwiązań a mężczyźnie dobrze jest jak jest…
Jeśli matka syna obarczona jest dużym poczuciem winy z powodu bycia kobietą to swojemu synowi – mężczyźnie, będzie zmiatała kurz spod stóp. A on jako duży chłopiec i mąż swojej żony będzie wymagał oddania sobie hołdu przez nią za to, że on w ogóle jest i dodatkowo zrzucał na jej barki odpowiedzialność za swoją niedojrzałość. A żona jeśli jest obarczona poczuciem niższości przez fakt bycia kobietą będzie się z tym godziła.
Chyba, że zapragnie wyzwolenia…

Adam przyjął bardzo wygodną rolę „naiwnego półgłówka” – dał się namówić na skosztowanie owocu (chociaż chyba nie miał ochoty, wolał utrzymać status quo), a potem miał o to pretensje. Ale nie do siebie, to byłoby za proste! Konsekwencja jest taka, że uzurpuje sobie prawo do sprawowania władzy nad rządem kobiecych dusz: karze, poniża, kontroluje, wymaga. Ale sam nie podejmuje pracy nad sobą, bo jest przecież doskonały.
Trochę to wszystko naiwne, ale tak właśnie wyglądają nasze nowożytne czasy.

Mężczyzn, którzy podejmują trud myślenia, samorozwoju i samostanowienia było i jest niewielu. Może gdyby kobiety zrzuciły jarzmo wstydu i winy, nie ponosiły i nie czuły odpowiedzialności za nie swoje grzechy, mężczyźni zmuszeni do trudu myślenia zrozumieliby własną pychę i naiwność?
Tymczasem kobiety obarczone zostały odpowiedzialnością za zachowania mężczyzn (także seksualne), lenistwo, pychę i dumę.
Przez wieki same uznały swoją winę za zerwanie owocu, pogodziły się z faktem, że Bóg jest mężczyzną – zapomniały, że Bóg jako Istota Doskonała wymyka się takim sztucznym podziałom. Skoro są dwie płcie, określane mianem Człowieka stworzonego na wzór i podobieństwo Boga, to obie są odzwierciedleniem Jego wielkości. W każdym mężczyźnie są aspekty kobiece i w każdej kobiecie są aspekty męskie. Są to różne cechy wyglądu zewnętrznego, psychiki, sposobu myślenia, rozumowania, przeżywania emocji – mają się nawzajem dopełniać, a nie walczyć o pierwszeństwo racji!

Ponieważ tak się jednak nie stało, patriarchat spowodował, że kobiety zagubiły swoją kobiecość i gubią się pomiędzy rolami ladacznic i dziewic, a te, które chciały samostanowienia w oparciu o własną wolę a nie rozkazy mężczyzn – palono na stosach jako czarownice. Kobiety – czarownice uosabiały skrywane męskie fantazje. Łatwiej jednak było spalić ofiarę niż samemu sprzeniewierzyć się męskim ustaleniom świata…

Lubię siebie!

Dochodzimy do historii Małej Dziewczynki, jednej z ról opisanej w książeczce, jaką przyjmują kobiety w dorosłym życiu. Mała Dziewczynka od urodzenia czuje, że coś jest nie tak… Dostaje od matki przekaz, że ma nie przeszkadzać, skoro już się urodziła, to niech przynajmniej nie sprawia kłopotu. Rezygnuje więc z własnych potrzeb oraz wykazuje gotowość do reagowania na potrzeby innych, jest ona w stanie bez protestu znosić cierpienie. A ponieważ nieświadomie uważa, że zasługuje na karę, obwinia siebie za to, że cierpienie ją spotyka.

Kobiety nie wierzą, że mogą od życia chcieć czegoś dla siebie, że mają prawo do własnych potrzeb, pragnień, marzeń… Nie zdają sobie sprawy, że mogą a nawet powinny samostanowić o sobie, kształtować siebie.

Lubię siebie! – Takie hasło powinno przyświecać każdej kobiecie każdego dnia!
Lubię siebie – to proste!
Wystarczy ustalić granicę własnego „JA”, wsłuchać się w swoje potrzeby, realizować własne cele. Marzyć i cieszyć się życiem. Wystarczy wziąć odpowiedzialność za siebie i tylko za siebie!

To co można zrobić od razu, to przyjąć z pokorą (sic!) i radością fakt, że kobiety są dziećmi Boga i ponieść tego konsekwencje: iść przez życie z dumnie podniesioną głową, być pewną siebie, swoich racji, ufać swojej intuicji, nie pozwolić narzucać sobie jarzma winy i wstydu.

Kobiety mają w sobie moc i determinację. To co muszą zrobić, to nauczyć się je wyzwolić i korzystać z nich w codziennym życiu.
Wtedy i mężczyźni zaczną inaczej rozumieć siebie, kobiety, świat.

Bóg stworzył dwie płcie i obie mają do spełnienia swoje role i zadania.
I oby robiły to jak najlepiej.
Kobiety mają być sobą i lubić siebie.
To właśnie Fenomen Kobiecości!

Zapraszam do lektury inspirującej książki „Fenomen Kobiecości”!